piątek, 20 grudnia 2013

Dzien 16 - slodyczom od czasu do czasu mowie TAK!

Dzień dobry :) w taki dzień jak dzisiaj myślę sobie, ze cos słodkiego z rana wcale nie zaszkodziłoby. A  wręcz dodało energii! Nie wiem co jest z tą nasza podświadomością, ale kiedy zabraniam sobie słodyczy, nie mogę przestać o nich myśleć, a kiedy nie mam ochoty ich ograniczać, wcale nie chce mi się ich jeść. No w każdym razie właśnie odrobiliśmy nasze dzisiejsze aeroby! Mały kilkukilometrowy spacerek, o 9 rano z dzieckiem w chuście, od mechanika gdzie zostawiliśmy samochód, do domu :) YEAH
 

Dzien 15 - niby urodziny, ale cwiczyc chce!

21.22 a ja zabieram się do robienia brzucha i cardio! To będzie kolejny prezent urodzinowy! :) W końcu to dla mojego dobra :) Fakt, że dzisiaj był bardzo długi dzień - począwszy od salsy i urodzinowego tortu (którego de facto nie tknęłam!), przez szybką jazdę ulicami Krakowa, chcąc zdążyć na jasełka starszej, poprzez zakończenie na dupie jakiegoś kombiaka (jestem po mechanicznym, a zabawa w zgadywanie samochodów była moją ulubioną z dzieciństwa, ale dzisiaj ze stresu nawet nie potrafię powiedzieć jakiego koloru był kombiak). Zrezygnowałyśmy ze spędzenia resztki urodzinowego dnia w miłym towarzystwie, ale nadrobimy w sobotę. A póki co szybciutki trening z Mel B! Dobranoc :)

After 14 days - zdjecia

Wstawiam zdjęcia po 14 dniach ... tak, wczoraj się pochwaliłam moją nową zabawką, a dzisiaj wklejam zdjęcia strasznej jakości - zrobiłam je z daleka, bez lampy błyskowej :) nie ogarniam jeszcze aparatu! Przepraszam :) Po 4 tygodniach będą lepsze obiecuję! Biję się w piersi ponownie i ze wstydem na twarzy zbieram się na salsę .
 



 

Dzien 14 - tort & zdjecia

Tort siedzi w lodówce i czeka. Dopiero dzisiaj przyszła na niego pora - wczoraj biegałam cały dzień, dzisiaj z resztą jest podobnie :) Najważniejsze, że jest! Pachnie ładnie, wygląda nieźle .. trochę płaski, ale w przepisie nie jest dużo wyższy. Nie podjadałam. Jutro się zobaczy i ocenimy.
 
Tort polecony przez Ewę - instruktorkę salsy:
 
 
To tak w związku ze zdrowym odżywianiem :) Z takim nastawieniem na pewno uda się zrzucić brzuch :) Teoria mówi, że można jeść słodycze, najlepiej rano, bo trzeba później dostarczyć organizmowi tyle ruchu, żeby to spalić. Zbadam! Tylko jak tu się tyle ruszać? Przydałoby się pewnie z 10 km po zjedzeniu takiego kawałka :)
 
Dlatego właśnie planuję włączyć drugi dzień salsy. Negocjacje trwają :) Potrzebuje jednego dnia w tygodniu wolnego - zawsze! To nie takie łatwe.
 
Dzisiaj zrobiłam też zdjęcia mojego brzucha, korzystając z mojego prezentu urodzinowego (coś pomiędzy lustrzanką a kompaktem - najważniejsze, że robi ładne zdjęcia, a przy tym zajmuje mało miejsca :) Idealny na wyjazdy z dzieciakami, bo taszczenie dodatkowej torby z aparatem bywa uciążliwe :)
 
Zdjęcia zamieszczę wieczorem, może uda się również sfotografować tort - ale teraz biegania ciąg dalszy :) szybkie sprzątanie mieszkania i po starszą do przedszkola. Od takiego biegania może zrzucę pół łyżeczki masy, którą dziś zjadłam :)


-------------

Mój pierwszy w życiu tort  (BTW: dawałam połowę niej cukru, mniej chałwy a i tak jest bardzo słodki)

 
 

Dzien 13 - czas na plecy i brzuch

Jutro spróbuje wrzucić zdjęcia po 2 tygodniach - głównie dlatego, że pojutrze są moje urodziny! Zmarnuje zatem wszystko, co do tej pory osiągnęłam :) Toż to motywacja! Zaraz zabieram się do pieczenia tortu - nie będzie on należał do najzdrowszych ... tak naprawdę to mój pierwszy tort w życiu, więc istnieje szansa, że w ogóle go nie będzie.
 
A póki co dzisiaj będą plecy i brzuch. Z bardzo pozytywnym nastawieniem myślę, że uda się je dzisiaj zrobić bardzo dokładnie :) póki co, zajęłam się sprzątaniem mieszkania, herbatką w miłym towarzystwie i zabawianiem Majkela, który jak zwykle pięknie się uśmiecha :) Miłego dnia!

------------------------

Ćwiczenia zrobione :) a tymczasem mój blog właśnie odwiedzono 1000 razy :D w niecałe 3 tygodnie! Yeah :) Moje dzieciaki trochę się wyluzowały za bardzo bo obydwoje jeszcze sobie rozmawiają. Czas zabierać ich do snu.

 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Dzien 12 - rewia na lodzie z 3 - miesiecznym niemowlakiem

Właśnie wróciliśmy. Dzisiaj jest dzień relaksu. Spróbuje jeszcze przed snem zrobić brzuch :) ale póki co mam małego na rękach i ani myśli iść spać. Starsza już dawno to zrobiła, bo wykończył ją dzisiejszy dzień. Miała dzisiaj dużo wrażeń. Najpierw teatr, a później wymyśliłam sobie kolejna zwariowaną rzecz - wyjście z maluszkami na rewie na lodzie. Pomysł wydawał mi się fajny, aż do momentu wyjścia z domu -
 
Lodowisko?
5 - 6 stopni?
Jak ubrać maluszka żeby nie zmarzł?
Nie wezmę wózka, bo nie będzie gdzie go postawić - to co dalej?
Chusta?
Fotelik?
Na ręce?
Uuuuu a jak zacznie przekrzykiwać spektakl i wszyscy którzy zapłacili za bilety będą na mnie krzywo patrzeć, bo będziemy im przeszkadzać?
 
Rezygnacja była blisko. Ale spięliśmy się i było super!!!
 
W rezultacie, mały pojechał ciepło ubrany w foteliku. Wzięłam chustę na wszelki wypadek, która ostatnio robi za przykrycie - przykryliśmy się nią we trójkę w połowie występu. Tatuś zgrywał twardziela i mówił, że mu ciepło. W plecaku schowane miałam ciepłe mleko dla małego. Karmić piersią za bardzo nie było gdzie. Było trochę miejsc wolnych, więc fotelik wylądował na jednym z krzeseł. Z kubkami gorącej herbaty z cytryną oglądaliśmy wszyscy z zapartym tchem :) Małemu podobały się bardzo migoczące światełka i muzyka. Pierwsza połowa podobała mu się bardziej bo oglądnął całą - na drugiej przysnął.  Wszystko było idealnie :) Jupiii kolejny raz udowodnił, że jest idealnym kompanem w każdej sytuacji!
 
Załączam krótki filmik z rewii na lodzie pt. "Piękna i Bestia" :)
 
 
 
 

niedziela, 15 grudnia 2013

Dzien 11 - wielki guz!

Dzisiaj rano zaliczyłam kolejny raz siłownię. Jupii - udało mi się zostawić dzieciaczki i pobiegłam jak najszybciej zrobić nogi i brzuch (które według planu miały być jutro).
Problem pojawił się jeden - jest nim moja koordynacja (?). Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale często upuszczam coś i rozwalam - wsadzam też palce do oka, a w trakcie oglądania filmów wbijam łokcie albo walę pięściami po twarzy.
 
Dziś na siłowni zmieniałam ciężary przy przysiadach - zaczęłam od rozgrzewki ze sztangą 10 kilogramową. Zrobiłam 30 szybkich przysiadów i poszłam robić normalne z większym obciążeniem. Najpierw 30 kg, później seria z 35 kg. Żeby zrobić serię z 40 kg obciążeniem zdjęłam wszystkie ciężary i zaczęłam zakładać po 10 kg z każdej strony. Schylam się więc, biorę napinając się całkiem mocno talerz z napisem '10 kg' po czym nagle jedyne co widzę to gwiazdki.
 
 
 
W trakcie zakładania ciężarów na gryf przypierdzieliłam (!) głową w gryf założony na bramie obok. Czekałam aż zacznie się lać krew .. ale zamiast niej pojawił się wielki guz. Dokończyłam przysiady, z wykrokami było trochę gorzej, więc skończyłam na maszynach na wszelki wypadek :)
 
Swoja drogą po wczorajszej dawce słodkiego, nie mogę przestać myśleć o czekoladzie :/
 
Przestaje odrobinę jak patrzę na zdjęcia poniżej - nie wiem co jadła i ćwiczyla i czy czymś się wspomagała, ale i brzuch i nogi godne pozazdroszczenia :)
 
 
 
 
 
 

Dzien 10 - po imprezie

Siłownia zaliczona. Biceps, triceps, barki zrobione. Brzuch również.
 
Dodatkowo zaliczyłam także:
 
- szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną
- porcje tortu śmietankowo - karmelowego! Mniam!
- 3 czekoladki Kinder
- 1 maluteńkiego wafelka :)
 
Bije się w piersi i od jutra znowu ograniczę cukry :) ale to był pyszny i fajny dzień.

czwartek, 12 grudnia 2013

Dzien 8 - Salsa Day!

Dzisiaj do zrobienia mamy brzuchy - wszystko przed nami :) Póki co musimy zacząć zbierać się na Salsę! Oby Majkel był dzisiaj grzeczniejszy niż ostatnio - wówczas zafundowaliśmy sobie freestyle, bo przekrzykiwał muzykę i chciał koniecznie widzieć wszystko będąc przodem. Niedziwne, kto lubi długo siedzieć w takiej pozycji? Miłego dnia!
 
 
------------------
Dzisiaj miałam bardzo udany dzień :) Brzuchy zrobione bez najmniejszych problemów jeżeli o motywacje chodzi. Jedzeniowo też ok - zero cukrów, białego pieczywa, ziemniaków itp. Salsa udana - mały najpierw spał, a później rozglądał się z zaciekawieniem pożerając moją chustę. Do tego widziałam znajomych, których uwielbiam widzieć!
 
A oto kawałek z zajęć, który uwielbiam, ale nie tak bardzo jak ich :)
 
 
 
 

Dzien 7 - pomału nadrabiam

Klatka + plecy zrobione :) i dobrze, bo po wczorajszym noszeniu małego na rękach moje plecy, ramiona i szyja bolą, a właściwie pieką okrutnie. Dzisiaj pierwszy raz udało mi się zrobić całe brzuchy podczas zabawy z małym :) leżał sobie koło mnie i chyba nadrabiał za wczoraj. Oczywiście podejścia były dwa :) tak nam dobrze poszło, że mam ochotę na więcej. 
 
Poprzesuwałam trochę ćwiczenia i dołożyłam brzuchy 6 razy w tygodniu. Wygląda to tak - rozpiszę bez dnia przerwy - nie będę takiego planować - na pewno sam się zrobi. Po 14 dniach coś dołożę jak stwierdzę, że jest mało :) Początek był chaotyczny, ale już chyba pomału się ogarniam.
 
1 dzień: brzuch
2 dzień: nogi + pupa + brzuch
3 dzień: brzuch + cardio
4 dzień: nogi + pupa + brzuch
5 dzień: brzuch + cardio
6 dzień: relaks
7 dzień: klatka + plecy + brzuch (abs)
 
Od jutra:
 
8 dzień: brzuch + cardio
9 dzień: biceps, triceps, barki + brzuch (abs)
10 dzień: brzuch + cardio
11 dzień: nogi + pupa + brzuch (abs)
12 dzień: brzuch + cardio
13 dzień: klatka + plecy + brzuch (abs)
14 dzień: brzuch + cardio

Ps. Póki co nic mi nie odpisali z siłowni. Chyba już nie odpiszą    
:( musze zapytać o to osobiście!
 
------------------------------------------
 
 
 
 
 
 
 
 

Dzien 6 - ćwiczenia i wpływ na dziecko

Zacznę od tego, że moja córa ma kalendarz adwentowy. Codziennie zjada jedną czekoladkę. Dzisiaj wzięła sobie dwie, bo wczoraj zapomniała, po czym oświadczyła - cytuję:
 
"Muszę teraz zrobić 10 przysiadów i 10 delfinków żeby spalić czekoladkę" ... bladego pojęcia nie mam skąd to wzięła. Nie wiedziałam również, że zna słowo spalić ... 
 
Co do ćwiczeń - jeszcze ich nie zrobiłam. Zrobię i zamelduję się. Promise! Dzisiaj był jeden z troszkę gorszych dni - mały po szczepieniu przez 2 godziny płakał, a ja nosiłam i nosiłam i tuliłam i trochę opadłam z sił. Do tego postanowiłyśmy ugotować klopsiki z mielonego kurczaka z sosem pomidorowym i kaszą, po czym natchnęło nas (mnie i Ninę) na robienie galaretek w pomarańczy z malinami i truskawkami. Ale to żadne tłumaczenie :) godzinka odpoczynku i zabieram się do ćwiczeń!
 
Ps. Dzisiaj był dzień porządków - part 1, czeka mnie jeszcze sprzątanie rzeczy Niny, a to nie należy do najłatwiejszych (kredki, flamastry, rysunki, kolorowanki - wszystko powkładane do 7 szuflad! Planuje to umieścić w max 4 :) To pierwszy raz kiedy wreszcie poukładałam swoje ubrania kolorami :)
 
 
 

 

 
z rzeczami Majka odpuściłam jeżeli chodzi o układanie kolorami, ale i tak otwieranie jego szafy sprawia i przyjemność - zmotywowałam Was do świątecznych porządków? :) Troszkę tak, bo już dostałam jedno zdjęcie z rzeczami poukładanymi w szafie! :D YEAH!
 
 
 
--------------
Dodano 11/12/2013:

Nie zrobiłam wczorajszych ćwiczeń - dzisiaj zrobię ćwiczenia za wczoraj + dzisiejsze brzuszki. Mały wczoraj zasnął na moment, po to aby obudzić się krzycząc jakby go ze skóry obdzierali przez kolejnych kilka godzin. W takich momentach nie wiem co robić poza przytulaniem, śpiewaniem i mierzeniem temperatury :/ najważniejsze, że mamy to za sobą. Następne szczepienie dopiero w połowie stycznia :) Dzisiaj już będzie lepiej!
 
 

Dzien 5 - zakochana po uszy :)

Melduje wykonanie zadania - brzuchy zrobione, cardio z Mel B również :)
 
Swoją drogą, nie wiem czy wszystkie mamy tak maja, ale zakochałam się po uszy w moich dzieciakach :) Nina co prawda dzisiaj mi oświadczyła, że czeka mnie rozmowa z Panią przedszkolanką, ponieważ dostała już dwa czerwone kółeczka za złe zachowanie, ale nadrabia byciem starszą siostrą :)
 
BTW: złe zachowanie = jest roztrzepaną gadułą (po mamie), więc wcale jej się nie dziwie :)
 
A Majkel jak to Majkel - wystarczy, że się do mnie uśmiechnie i powie coś pod nosem i już jestem owinięta wokół jego paluszka :)
 
Dokończyliśmy ubierać choinkę! :) Poza ozdobami zrobionymi na zdjęciu, dołożyłyśmy ciasteczka z białym lukrem.
 
 

Dzien 4 & rolada szpinakowa z łososiem

Czwarty dzień upłynął rewelacyjnie - nie dość, że wreszcie zrobiłam roladę szpinakową z łososiem, która długo za mną chodziła, to na dodatek trening na siłowni był cudowny, męczący i oby takie zdarzały się częściej :)
 
Przepis na roladę szpinakową z łososiem
 
Potrzebujemy
 
450g mrożonego (rozdrobnionego) szpinaku
4 jajka
2 ząbki czosnku
szczypta soli
szczypta pieprzu
szczypta gałki muszkatołowej
2 serki kremowe np. Almette (śmietankowy lub chrzanowy)
opakowanie wędzonego łososia w plastrach (można więcej - wg uznania)
 
Szpinak rozmrażam na patelni. Dodaję sól, pieprz i czosnek. Do ostudzonego szpinaku dodaję żółtka. Całość dokładnie mieszam. Białka ubijam ze szczyptą soli na sztywną pianę. Ubite białka dodaję do masy i delikatnie mieszam.
Masę wylewam na dużą blachę z piekarnika  wyłożoną papierem do pieczenia.
 
 
Piekę w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez ok. 10-15 minut.
 
 
 
Serek rozcieram i smaruję nim ostudzone ciasto szpinakowe. Na wierzchu układam plastry wędzonego łososia. Całość zawijam w roladę. Owijam w folię spożywczą. Wkładam do lodówki na kilka godzin. Przed podaniem kroję rolady na plastry.
 
 
 

Dzien 3 - zabiegana tylko na minutke

Brzuchy odrobione, z jedzeniem trochę gorzej - posiłki w porządku, na obiad tagiatelle z kurczakiem w sosie śmietanowo - szpinakowym, cukru trochę ;) jeden plus, nie ma już żadnej milki w domu :) drugi, że nie zjadłam jej sama. Zrobiłam zakupy na tydzień, pomroziłam chleb i bułki żeby nie trzeba było wychodzić z domu! Nikt mnie nie zmusi do kupienia czekolady :)
 
Po wczorajszych ćwiczeniach pojawiają się zakwasy na nogach i pupie! Jestem impressed :)
 
Dzisiaj był ciężki dzień, więc zdam relacje jutro.
 
Ps. Zaburzę jutro trochę harmonogram, i przesunę dzień relaksu, gdyż mam okazje wyjść na siłownię i nie omieszkam jej użyć!

Dzien 2 :) Mam genialne pomysly!

Skromnością nigdy nie grzeszyłam :) To podobno jedna z moich największych wad - wraz z tą, że jak sobie coś wymyślę, to robię to od razu - nie analizuje wszystkich za i przeciw.
 
Niedawno przypomniała mi się historia koleżanki, która opowiadała o dziewczynie chcącej szybko wrócić do formy ze względu na swój zawód (była modelką) i przychodziła na siłownię z dzieckiem w foteliku.
 
Dzisiaj napisałam kilka maili do siłowni, czy mają jakąś strefę, w której mogłabym ćwiczyć z maluszkiem obok - mimo wszystko wśród wielkich sprzętów, bieżni itp. nie wyobrażam sobie kłaść maluszka. Mój syn zasypia jak odwożę rano córkę do przedszkola i śpi około godziny - tyle potrzebuję na siłowni :) planuję wtedy brać go ze sobą! Szczególnie liczę na odpowiedź z jednego klubu ... dam Wam znać jak poszło :)
 
A póki co dzień drugi minął cudnie :) przede wszystkim dlatego, że zrobiłam wszystkie ćwiczenia, które sobie założyłam (do nóg musiałam podchodzić dwa razy, dwukrotnie rozgrzewając się wcześniej, bo maluszek miał dziś nerwowe popołudnie). Co do jedzenia, to fakt - zjadłam trochę tej milki z szafki, ale pocieszającym jest to, że została już tylko jedna, a jutro mam gości! Więc pomogą mi ją zjeść.

Dzisiaj poszedł brzuch, pośladki, nogi i już wiem, że wprowadzę małą modyfikację. Nie jest to łatwe będąc z jednym maluszkiem 24h/dobę a z drugim około 17h/dobę :) starsza podskakuje ze mną, ale młodszy potrzebuje przyjemniejszej rozrywki - na szczęście z nim też mogę ćwiczyć i niedługo pokaże Wam jak!

A póki co, małymi kroczkami.
Zrobię przez najbliższe 4 tygodnie ćwiczenia podzielone na partie:

Poniedziałek: plecy + klatka
Wtorek: brzuch
Środa: biceps + triceps +  barki
Czwartek: brzuch
Piątek: nogi + pośladki,
Sobota: brzuch
Niedziela: relaks :)
 
Przed każdymi ćwiczeniami nie zapominam o rozgrzewce, a po każdych ćwiczeniach trening cardio.

Jak po 4 tygodniach nie będzie widać efektów to coś zmienimy :)

Ps. Byłam dzisiaj w pracy i udało mi się załapać na organizowanie prezentu dla małej 4-letniej dziewczynki :) chciałabym mieć tyle kasiory, żeby robić tysiące takich prezentów

Ps 2. Dzisiaj zaczęłyśmy ubierać choinkę :) potrwa to pewnie z kilka dni, bo ozdoby robimy same - uwielbiam Święta!


 

Dzien 1 - cztery Michaly :/

To dopiero kilka dni bez siłowni a ja już tęsknię. Nie ma co rozpamiętywać - trzeba spróbować na własnym ciele się przekonać czy ćwiczenie w domu może być skuteczne.
 
Dzisiaj był pierwszy dzień - raczej nieudany. Chociaż powinnam zaliczyć do udanych wszystkie te dni, kiedy próbuję. Zastanawiałam się jaki zestaw ćwiczeń wypróbować i postanowiłam spróbować ćwiczeń z Mel B. Zobaczymy za 30 dni czy będą efekty :) znalazłam super playlistę podzielona na etapy:
 
1. 5 minutowa rozgrzewka
2. 10 minutowy trening brzucha
3. 10 minutowy trening pośladków
4. 10 minutowy trening nóg
5. Ćwiczenia rozciągające
 
Dodatkowo na playliscie są ćwiczenia z Tiffany Rothe na talie - na razie ich nie planuje robić, ale może w przyszłości je dołączę.
 
 
Dzisiaj odebrałam córkę z przedszkola i obiecała mi, że poćwiczy ze mną jak ja pobawię się z nią. Złożyłyśmy dywan, rozłożyła kocyk na podłodze i prosiła o to, abym ciągnęła kocyk z jednej strony z nią leżącą na jego drugiej części. I tak biegałam slalomem pomiędzy krzesłami. Dobre na rozgrzewkę. Do niej dołączył mój drugi maluch, który przy włączeniu rozgrzewki z Mel B zaczął głośno protestować achh udało mi się dojść do treningu na pośladki i this is it :(
Poszłyśmy robić kolację, później do mycia jedno, do mycia drugie, bajka i na zegarku zrobiła się 21.20. Mało tego na koniec dnia zjadłam 4 michałki należące do mojej córki, a w lodówce siedzą dwie Milki ... oj czeka mnie dużo pracy!
 
 
 
 
Ps. Ale dzisiaj zrobiłam kilka dobrych rzeczy - poza michałkami było nieźle - zdrowe śniadanie, obiad, kolacja (przepis dołączę niebawem), regularne posiłki i brak cukru :) niedługo zmierzę jego poziom, żeby sprawdzić czy wrócił już do normy po ciąży!
 
 
 

Pierwsze tygodnie ćwiczeń i diety

Mój brzuch zmieniał się bardzo szybko. Rozciągnięta skóra na brzuchu szybko się kurczyła. Do tej pory ćwiczenia sprowadzały się do treningu dzielonego na siłowni:
 
1. nogi
2. biceps, triceps, barki
3. plecy + klatka
 
Dodatkowo po każdym treningu zostawałam na zajęcia fitness, zamiast aerobów. Wybierałam takie zajęcia, żeby dodatkowo pracował mój brzuch. Zdarzało mi się iść na siłownie więcej niż 3 razy w tygodniu - wtedy robiłam tylko aeroby lub fitness + masowanie stóp, brzucha, tyłka na rolce ;) love it! Ma podobno wiele pozytywnych funkcji m.in. stosuje się ją w rehabilitacji pourazowej,  modelowaniu sylwetki oraz ujędrnianiu skóry, redukcji cellulitu, rozbijaniu tkanki tłuszczowej - stymuluje  mięśnie, redukcji rozciągniętej skóry po dużej utracie wagi itp. Wygląda o tak i była rewelacyjnym motywatorem kilka miesięcy temu, kiedy na siłownie chodziłam przed pracą na 6.30 - myśl o masażu moich stóp z rana pomagała mi wstawać bez trudu ;)

 
 
Jeżeli chodzi o "dietę" - nie wprowadzam bardzo restrykcyjnych zasad - wciąż są to regularne posiłki, unikanie smażonych potraw oraz słodyczy. Ponieważ karmię piersią mam ograniczone możliwości i nie jadam tylu świeżych warzyw i owoców co normalnie. Unikam też wszystkich wzdymających produktów oraz tych, które mogą uczulać. Póki co działa - Majkel nie ma kolek :)
 
No to czas na zdjęcia :) Zdjęcia przed robione były przez najwspanialszego fotorafa ever :) przez moją 5 - letnią córkę - stąd słaba jakość.


 
 

 
Obecnie brzuch spadł, ale wciąż skóra jest zbyt "luźna" i tworzą się boczki ;) O mięśniach nie ma w ogóle sensu mówić na tym etapie, bo nawet jeżeli zaczęły się tworzyć, wciąż znajdują się pod nadmiarem skóry, którą muszę zrzucić (tu najlepiej sprawdzi się skakanka, albo ćwiczenia cardio bez żadnych dodatkowych sprzętów :)


 
 
 

Wyzwanie

Wróćmy do początku. Stworzyłam tego bloga, aby zmotywować się do zdrowego trybu życia, do ćwiczeń oraz do zdrowego jedzenia.



 
 
 
Cel: Płaski, umięśniony brzuch, jędrna pupa , smukła sylwetka (delikatnie zarysowane mięśnie całego ciała)
Dodatkowo mój osobisty wymarzony cel: zrobienie 20 męskich pompek :)
 
Data: maj 2014
 
Środki:
 
1. Dieta

2. Ćwiczenia na siłowni + zajęcia fitness
Należę do osób, które nie lubią typowych aerobów - biegania, rowerku stacjonarnego, dlatego trening siłowy kończę 55 minutowymi zajęciami fitness. Zdarzają się tygodnie kiedy mogę iść na siłownię 5 razy, ale są też takie kiedy jest to do tylko raz, bądź dwa. Wtedy trening muszę uzupełnić ćwiczeniami w domu.
 
3. Ćwiczenia w domu z dzieckiem
Większość mojego życia spędzam z dziećmi. Kiedy odprowadzam jedno do przedszkola, zostaje w domu z drugim, stąd też pomysł na zabawy z maluszkiem ćwicząc jednocześnie
 
4. Raz w tygodniu uczęszczamy na zajęcia salsy (taniec z dziećmi w chustach). Pozwalają nam nie tylko na super zabawę, naukę tańca, ale również na godzinę dodatkowego ruchu.  

Jeżeli o salsę chodzi to właśnie musimy się zbierać! Dzisiaj duże wyzwanie przed nami - jedziemy autobusem na zajęcia :) to będzie pierwsza przejażdżka Majkela! Trzymajcie kciuki :)